Pomerania 05/2005

Data 22.9.2005 12:34:01 | Kategoria: Miesięcznik "Pomerania"

Pomerania 5/2005 - okładkaNowy numer „Pomeranii” ukaże się 6 października br.- do nabycia w empikach, informacjach turystycznych, kioskach, księgarniach, sklepach, siedzibie redakcji w Gdańsku albo w drodze prenumeraty.

Wydawca: Zarząd Główny Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego, ul. Straganiarska 20-22, 80-837 Gdańsk, tel. 301-27-31, 346-26-13
W numerze:


4. Listy

6. Erwin Kruk, Budowniczy mostów między narodami
Krzysztof Celestyn Mrongowiusz należy nie tylko do epok, w których żył i tworzył. Należy również do nas, żyjących obecnie. Jest postacią niepospolitą w dziejach piśmiennictwa. Jego zainteresowanie językiem polskim, którym, jak i spokrewnionymi z nim dialektami i językami, dogłębnie się zajmował dało mu poczesne miejsce w polskiej historii i literaturze.

10. Krzysztof A. Worobiec, Jak wybudowaliśmy własną osadę
Niedaleko Ukty w gminie Ruciane-Nida leży Kadzidłowo, niewielka osada, w której są tylko trzy gospodarstwa. Wioskę założyli w 1832 roku starowierzy, którzy przybyli z Rosji, uciekając przed prześladowaniami religijnymi. Pozostały po nich dwie drewniane chałupy oraz niewielki cmentarzyk. Poza tym w osadzie znajdował się jeszcze murowany biały dom, wybudowany około 1938 roku.
Gdy w czerwcu 1990 roku przyjechaliśmy na Mazury, była to podróż w nieznane. Nie wiedzieliśmy nic o istnieniu Kadzidłowa i o starowierach. Mało znane były nam skomplikowane dzieje Mazur i ich mieszkańców, ich kultura, zwyczaje i budownictwo. Przyjechaliśmy z daleka, z drugiego końca Polski. Żona pochodzi z Wrocławia, ja z Zielonej Góry (nasi rodzice przybyli na te tereny ze „Wschodu”, z tarnopolskiego).

14. Krzysztof A. Worobiec, Ratujmy aleje
Atrakcyjność turystyczna Polski północnej jest wynikiem nałożenia się na siebie dwóch krajobrazów: naturalnego i kulturowego. Pierwszy, morenowo-jezierny, pozostawił lądolód, drugi – zawdzięczamy naszym przodkom. To oni zostawili nam malownicze wioski i miasta, połączyli je siecią dróg, które obsadzili szpalerami drzew. Arno Surminski, niemiecki pisarz urodzony na Mazurach, pisał: „Stuletnie dęby, jesiony, lipy, a nawet brzozy towarzyszą drogom od wioski do wioski, przecinają żółte łany zbóż, wiją się wzdłuż brzegów jezior i znikają [...] za łagodnymi pagórkami”.

15. Tomasz Żuroch-Piechowski, Żywot człowieka poczciwego. O Janie Piotrowiczu z Pucka
Zapamiętajcie: Jan Piotrowicz, syn Mariana i Marianny, urodzony 1 stycznia 1949 r. w Opatowie, w obecnym województwie świętokrzyskim, nie jest tożsamy z Janem Piotrowiczem, którego nazwisko znalazło się na tzw. liście Wildsteina. Ma na to zaświadczenie z IPN. Nie jest także identyczny z innym Janem Piotrowiczem, którego nazwisko znalazłem w indeksie osób represjonowanych, prowadzonym przez Ośrodek Karta, choć niewiele brakowało a znalazłby się wśród internowanych.

20. Tomasz Żuroch-Piechowski, Wielki mały człowiek, Spisane czyny i rozmowy
„Borsuk (jaźwiec, Meles meles), ssak drapieżny z rodziny łasicowatych; największy z gat. krajowych, dł. do 75 cm; kopie nory; zimę przesypia; wszystkożerny; lasy i łąki Eurazji; łowny” – tyle encyklopedia. Borsuk to także pseudonim tytułowego bohatera książki, obecnie wicemarszałka województwa pomorskiego, niegdyś także będącego zwierzyną łowną na celowniku Służby Bezpieczeństwa. W latach osiemdziesiątych naturalnym siedliskiem Borsuka były lasy Trójmiejskiego Parku Krajobrazowego i trójmiejskie osiedla. Zimy nie przesypiał, podobnie jak nie przesypiał żadnej okazji, by wydłubywać zaprawę z misternie zbudowanego muru kłamstwa w państwie komunistycznym, którego byliśmy zakładnikami.
„Borsuk” to urodzony konspirator. Nie gromadził dokumentów dla potomnych, żeby nie wpadły w ręce wroga. Miał „wtyki” w gdańskiej SB. Potrafił z godziny na godzinę zmienić wygląd, stając się nierozpoznawalny dla najbliższych, posługiwać się fałszywymi dokumentami, wyrwać się z obławy, uciec z aresztu, a w razie potrzeby przyłożyć z pięści. „Borsuk” – ssak drapieżny...
Redaktor Szczesiak jest mi winien nieprzespaną noc. Nie mogłem oderwać wzroku od opowieści o losach „Borsuka” – są o wiele bardziej frapujące od przygód kapitana Żbika oraz „Czterech pancernych i psa”, którymi karmiono w dzieciństwie moje pokolenie.

21. Jerzy Dąbrowa-Januszewski, Miłota ë swirgolenié (felieton)
Czas sierpnia 2005 roku, z rozlicznymi telewizyjnymi relacjami z Gdańska, z jubileuszu 25 lat istnienia „Solidarności”, sprzyjał refleksji. W obecności uczestników Sierpnia ‘80, a także Grudnia ‘70 i w obliczu wydarzeń całego 35-lecia, z ust możnych z Polski i świata padło wiele ważnych słów.
Z telewizyjnego ekranu tu, w Słupsku (a więc i w całym kraju, a także u odbiorców TV Polonia na świecie), w urozmaiconej scenerii, z odniesieniami do miłości rodaków w małej i wielkiej ojczyźnie, rozbrzmiewały podniosły nastrój, patos, pogoda ducha, a czasami i sytuacyjna groteska, taczie naje swirgolenié.

22. Marek Adamkowicz, Artyści solidarni
„Solidarność. Bohaterowie i wydarzenia w plastyce nieprofesjonalnej” to tytuł wystawy przygotowanej przez Muzeum Etnograficzne – oddział Muzeum Narodowego w Gdańsku. Wpisująca się w program obchodów 25. rocznicy „wydarzeń sierpniowych”, jest jedną z pierwszych prób zbilansowania społecznych i politycznych wydarzeń minionego ćwierćwiecza w kontekście twórczości amatorskiej.
Na ekspozycji zaprezentowane zostały prace prawie czterdziestu autorów. Obejmują one takie formy wyrazu, jak malarstwo, grafika, rzeźba, płaskorzeźba, a także haft, ceramika, wycinanka. Spora ich część wyszła spod rąk pomorskich artystów. Zobaczyć tu można dzieła m.in. Józefa Chełmowskiego, Norberta Glińskiego, Bernadetty Reglińskiej, Piotra Saksona, Stanisława Śliwińskiego, Edmunda Zielińskiego, połączone perspektywą wydarzeń z sierpnia 1980 r. Zwycięstwo robotniczego zrywu nie tylko bowiem doprowadziło do nowych rozstrzygnięć politycznych, lecz także znacząco poszerzyło tematykę artystycznej wypowiedzi.

23. Tomasz Żuroch-Piechowski, Pamięć i tożsamość (felieton)
Po radosnym sierpniu nadszedł czas na duszny wrzesień i smutny listopad. W moim kraju nazwy kolejnych miesięcy pisze się wielkimi literami, zazwyczaj każdy z nich wiąże się z nazwą jakiejś tragedii lub powstania. Koniecznie przegranego. Przegrane powstanie jest tu większym powodem do dumy niż powstanie wygrane.
Czasami czuję się jak ostatnia ofiara drugiej wojny światowej. Jakby wiek metrykalny nie zgadzał się z wiekiem biologicznym. Może matka wcale mnie nie urodziła, tylko znalazła w wiklinowym koszu gdzieś w Szpęgawskim Lesie? Może jestem starszy o dwa pokolenia, a matka tak naprawdę jest moją córką?

24. Jan Kulas, Wybrane wydarzenia jubileuszu „Solidarności”

26. Iwona Joć, Na szlaku Remusa
„A kapoczek?” – słowa te często padały z ust Bartka Jakusza, najmłodszego na spływie ratownika. Raz docierały do nierozważnych kajakarzy z bliska, innym razem nadbiegały gdzieś z oddali. Po jakimś czasie towarzyszący mu człowiek sam, z cichym śmiechem, dołączał do tego nawoływania. Wielu na początku machało ręką, opierało się. Ot! Taki młodzian będzie ich pouczał. Uporczywe powtarzanie prośby w większości wypadków przynosiło jednak rezultat. A jeśli nie, do akcji wkraczał Hadrian Lutogniewski, szef ratowników. Każdego ranka na odprawach, gdy zabierał głos, kończył słowami: „Bo jak nie...”, „to w dupę” – odpowiadali chórem kajakarze.

33. Andrzej Grzyb, Sierpniowa kanikuła (felieton)
Z wakacji przywiozłem kamienie i muszelki. Moje morze było z trzeciego okresu mezozoiku – kredy (135 do około 70 mln lat temu). Obejmowało kamieniołomy w Józefowie tuż za Zwierzyńcem, w pobliżu Szczebrzeszyna. Co do świerszczy, to przez Zwierzyniec płynie rzeczka Świerszcz, a wyżej na obrzeżach Roztoczańskiego Parku Narodowego rzeczka Sopot.
Życie bywa przewrotnie dowcipne. Na rynku, tuż przy ratuszu, słup ogłoszeniowy. Nie pręgierz, ale słup. Niewielkie ogłoszenie: Sprzedam fotel. Skórzany. Tanio. Numer telefonu komórkowego. Niżej ręczny dopisek: Burmistrz.

34. Paulk Kąsk Szczëpta, Òd dëtka ë ptôcha – do rëbë
Z rokù na rok je 20-30 procent rëbë mni w jezorze. Do tego beztlenowô zona a corôz wëższé kòsztë pachtowaniégò. Rëbôcë biją na alarm. Minysterstwò bédëje nowelëzacëją prawa. Nowelëzacëjów w òstatnëch latach bëło fùl, pò prôwdze strzédno jedna na rok a bez to je chaňs – ripòstëją rëbôcë. Sytuacëjô pachtôrzów jezór a jezornëch rëbôków je tragicznô – taksëje Jón Czôpiewsczi, pachtôrz redëńsczich jezór. (więcej w „Pomeranii”)

36. Alicja Konkol, Za chlebem do Irlandii
Irlandia jest jednym z trzech państw, które z chwilą wejścia Polski do Unii Europejskiej nie zastosowały okresów przejściowych. Dzięki temu polscy obywatele mogą bez ograniczeń podejmować tam pracę.
Kraj ten posiada dwa oficjalne języki – iryjski (gaelicki) i angielski. Najbardziej jednak rozpowszechniony jest angielski.
Obywatele EEA (Europejskiego Obszaru Gospodarczego) mogą mieszkać i pracować w Irlandii bez pozwolenia na pracę, mają takie same prawa jak obywatele Irlandii odnośnie płacy i warunków pracy.

38. Anna Muller, Pokolenie kataryniarzy, czyli Teatrzyk Bim-Bom
Młodzi ludzie w atmosferze niczym niezmąconej radości, trzymając się za ręce, przechadzają się po scenie. Nic nie zakłóca ich szczęścia. Nawet słup ogłoszeniowy, który ni stąd ni zowąd przeciął im drogę, musi się poddać emanującej z nich sile. Górna jego część podnosi się, by młodzi mogli kontynuować swój beztroski spacer. To temat jednego ze skeczy Teatrzyku Bim-Bom. W innym chłopak o chudych i owłosionych nogach, owinięty prześcieradłem, spada na scenę niczym „deux ex machina”. Jest „duszkiem radości i uwesołozabawnienia”. Zjawił się, by zdjąć klątwę z ludzi zamienionych w cegły i przywrócić im umiejętność cieszenia się życiem…

46. Stanisław Janke, Kaszubszczyzna w pałacu
W publikacjach promujących walory turystyczne Kaszub północnych często pojawia się informacja, że w Wejherowie istnieje jedyne w swoim rodzaju Muzeum Piśmiennictwa i Muzyki Kaszubsko-Pomorskiej. To rzeczywiście placówka unikatowa, w której gromadzony jest i popularyzowany dorobek dziedzictwa kulturowego Kaszubów.
Działalność rozpoczęło 1 września 1968 roku. Inicjatorami jego powstania byli wejherowscy działacze Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego – Jerzy Kiedrowski i Adam Patok, wspierani m.in. przez Mieczysława Barana, Edmunda Kamińskiego, Mirona Łukowicza, Jana Trepczyka. (więcej w „Pomeranii”)

48. Roman Drzeżdżon, Regionalné mùzealnictwò
Ómka sedzącô na stółkù, robiącô na drutach, a co sztót pòdzérôjącô znôd òkùlôrów na zwiedzającëch wëstawë – taczi òbrôz pracowników mùzeów ùtrwalëla wëstrzód lëdzy m.jin. telewizjô (wzérôj np. film „Zmiennicy”). Cëż wa tam w tim mùzeùm robita? Gwësno całi dzéń sedzyta a kôwkã pijeta, co? – pitô niejeden. Tak, wzérając z bùtna, mògło bë sã wëdawac. Le prôwda wëzdrzi czësto jinaczi. Prôcë w mùzeùm je baro wiele, a na robòta je czãsto wëkònëwónô za môłé pieniądze.

49. Iwona Joć, Regionalizm jako folkloryzm w zwierciadle pomorskiej prasy
Wielowiekowa, społeczna izolacja wsi kaszubskiej spowodowała, że jej silnie zintegrowana ludność zachowała wiele niezmienionych cech rodzimych, a w szczególności język i folklor. Ten drugi stał się na Pomorzu Gdańskim bezpośrednio po zakończeniu drugiej wojny światowej jednym z głównych czynników decydujących o odrodzeniu kaszubszczyzny. On też, jako element najbardziej neutralny w całym ruchu kaszubskim, zajmował gros miejsca w działalności regionalistów pomorskich. Był też najpopularniejszą kwestią kaszubską, poruszaną na łamach wybrzeżowych czasopism społeczno-kulturalnych od 1945 roku.

55. Wòjcech Makùrôt, Drëche z Kòscérznë
– Jo..., znajã, to są ti, co tak fejn grają – gôdô spitóny wnetk kòżden, chto chòcle rôz ùczëł karno Drëche. Chòc sami ò se gôdają, że są ju stôri, to żëwô i wesołô mùzyka, a téż dërch nowé ùdbë wcale nie zdradzywają ùszłich ju lat. Wëdôwało bë sã, że mają wiele czasu, bo w wiôldżim dzélu ju są emeritama, to dërchné kòncertë nie dają czasu òdetchnąc. (więcej w „Pomeranii”)

56. Regina Szczupaczyńska, Kaszubianki z Władysławowa
Zespół Kaszubianki od ośmiu lat działa przy Kole Gospodyń we Władysławowie. Od początku kierownikiem zespołu jest Jolanta Fiszer.
– Mieszkam tu od urodzenia – mówi pani Jolanta. – Pochodzę z rodziny kaszubskiej. Niestety, jak wiele osób z mojego pokolenia, rozumiem kaszubski, ale z mówieniem nie jest najlepiej. Moi rodzice rozmawiali z nami, dziećmi, po polsku. Język kaszubski szlifuję przy okazji uczenia się tekstów piosenek.

58. Dariusz Szymikowski, „Zrzesz Kaszëbskô” (1)
Ewolucji ruchu kaszubskiego towarzyszył od początku rozwój czasopiśmiennictwa. W okresie międzywojennym pojawiło się kilka pism kaszubskich, z których najważniejszym była niewątpliwie „Zrzesz Kaszëbskô”. Wychodziła w latach 1933-1939. Jej istnienie przypadło na okres ostrej walki między sanacją a opozycją (endecją); ta druga, również po 1926 r., odgrywała w województwie pomorskim czołową rolę. Po przejęciu Pomorza Gdańskiego przez Polskę, przybyła tutaj z innych dzielnic ludność polska, co zrodziło szereg konfliktów z ludnością miejscową, kaszubską (o różnym charakterze, między innymi na tle preferowania przybyszów przy obsadzeniu stanowisk w lokalnej administracji).1 Pogłębiał je jeszcze kryzys gospodarczy, który dotknął Polskę na początku lat 30. Pamiętać należy też o skomplikowanych relacjach polsko-niemieckich.

62. Stanisław Janke, Poetki kaszubskie
Kaszubska twórczość literacka przez wiele dziesięcioleci była domeną mężczyzn. Dramaty, opowiadania i wspomnienia Anny Łajming, której debiut przypadł na lata pięćdziesiąte, pozostaną fenomenem nie tylko literatury Kaszubów. Wcześniejszą twórczość Teodory Kropidłowskiej (1879-1931), autorki zapisanej fonetycznie „Piesni kaszëbsczi”, można potraktować raczej jako ciekawostkę regionalną. Początek poezji kaszubskiej kobiet wyznaczył przed czterdziestu laty wiersz „Skarga” ludowej poetki Agnieszki Browarczyk. Do dziś, poza twórczością Browarczyk, liczy się w tym kręgu przede wszystkim dorobek Krystyny Muzy, Jaromiry Labuddy, Idy Czai i Bożeny Szymańskiej, autorek co najmniej jednej zwartej publikacji. Ich wiersze często bywają emocjonalne czy z wieloma przebłyskami zmysłowości – jak u Czai, ale przede wszystkim odsłaniają świat języka kaszubskiego z kobiecej strony. Nie tylko z żeńskim podmiotem lirycznym, ale i z uniwersalnym napięciem rysującym się między człowiekiem a naturą i Bogiem.

66. Janusz Kowalski, Stary Eskimos (opowieść gdańsko-kaszubska)
Od niedawna mam działkę. Dotychczas uprawiana była przez teściów mojego syna, ale sił im już nie starcza. Formalnie przejął ją syn, faktycznie zajmuję się nią jednak głównie ja.
Leży blisko głównego wejścia do ogrodu działkowego, więc prawie wszyscy przechodzą obok niej. Szukałem znajomych, ale nie dostrzegłem żadnego. Także podczas zebrania działkowców nie było nikogo, kogo bym znał. Chociaż to nie jest do końca prawda. Był pewien mężczyzna, którego ruchy wydały mi się znajome. Tylko ruchy, sposób chodzenia. Nic więcej.

71. Małgorzata Marcinowicz, Autocharakter (felieton)
Będę mówić o sobie. To historia intymna, prosta, być może błaha. Nie jest w niej ważny mój wygląd. Kiedy mówi się o sobie, należy pominąć tę materialną część siebie. Jeśli się tego nie czyni, historia zaczyna „pachnieć” fałszywą skromnością, albo zarozumialstwem, a tego chciałabym uniknąć.
Trudno jest dawać komuś klucz do drzwi własnej osobowości. I wiem, że nie potrafię powiedzieć o sobie wszystkiego. Ale to dobrze. Przykrą byłoby rzeczą, gdyby udało mi się całą siebie zamknąć w kilku zdaniach. To, co nie jest do końca odkryte, jest znacznie ciekawsze. I niech tak pozostanie.

72. Jerzy Stachurski, Wiersze

74. Romuald Łukowicz, Wspomnienie o Matyldzie
26 lipca 2005 roku, pogrążeni w żalu, pożegnaliśmy na cmentarzu nad zatoką w Pucku naszą koleżankę, działaczkę społeczną – Matyldę Szymczakowską.
Urodziła się 3 maja 1914 roku w Turce nad Stryjem (ZSRR), jako córka Mikołaja i Stefanii Gołębiowskich. Jej życie nie było usłane różami. Pracę zawodową rozpoczęła w 1940 roku w Pałacu Pionierów we Lwowie. Podczas okupacji organizowała tajne przedstawienia teatralne dla polskich dzieci. Lata 1943 i 1944 zastały naszą działaczkę społeczną na przymusowych robotach w Bieszczadach – w okolicy Doliny Śmierci – w Przełęczy Dukielskiej.

75. Jadwiga Hewelt, Na kaszëbsczi zemi - Jan Piepka (lekcja kaszubskiego)

77. Lektury
84. Klëka
92. Informator regionalny

94. Rómk Drzéżdżónk, Pòsezonowé ùdbë (felieton)

Ach, jakô szkòda, że sezón nad mòrzã warô le dwa miesące – w lëpińcu a zélnikù. Co prôwda w maju, czerwińcu ë séwnikù tam sam jaczis turista sã zjawi, le ni ma jich tak wiele, jakbë chcôł. Nôczãstszi w tim „martwim” cządze przëjéżdżają emericë ë sztudeńcë, le z nich za wiôldżi pòcéchë ni ma. Wiedzec doch je, że emericë mùszą wicy dëtka wëdawac na lékarstwa jak na wiwczasë, a sztudeńcë, jak to sztudeńcë nômili ksążczi kùpiają, chtërné pózny w parkach na łôwkach czëtają.



Powyższy artykuł opublikowano w serwisie Nasze Kaszuby
http://naszekaszuby.pl

pod adresem:
http://naszekaszuby.pl/article.php?storyid=979